Info
Suma podjazdów to 100854 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj4 - 0
- 2026, Kwiecień1 - 0
- 2026, Marzec2 - 0
- 2025, Listopad1 - 0
- 2025, Październik1 - 0
- 2025, Wrzesień4 - 0
- 2025, Sierpień3 - 0
- 2025, Lipiec3 - 0
- 2025, Maj1 - 0
- 2025, Kwiecień3 - 0
- 2025, Marzec6 - 0
- 2024, Listopad1 - 0
- 2024, Październik3 - 0
- 2024, Wrzesień2 - 0
- 2024, Lipiec1 - 0
- 2024, Czerwiec2 - 0
- 2024, Maj6 - 0
- 2024, Kwiecień3 - 0
- 2024, Marzec2 - 0
- 2023, Październik4 - 0
- 2023, Wrzesień4 - 1
- 2023, Sierpień5 - 3
- 2023, Lipiec2 - 0
- 2023, Czerwiec5 - 0
- 2023, Maj7 - 0
- 2023, Kwiecień3 - 1
- 2022, Listopad2 - 0
- 2022, Październik6 - 0
- 2022, Wrzesień5 - 0
- 2022, Sierpień5 - 0
- 2022, Lipiec5 - 0
- 2022, Czerwiec5 - 0
- 2022, Maj3 - 0
- 2022, Kwiecień4 - 1
- 2021, Październik4 - 0
- 2021, Wrzesień7 - 0
- 2021, Sierpień8 - 0
- 2021, Lipiec8 - 0
- 2021, Czerwiec5 - 0
- 2021, Maj5 - 0
- 2021, Kwiecień6 - 0
- 2021, Marzec1 - 0
- 2020, Listopad1 - 4
- 2020, Październik4 - 0
- 2020, Wrzesień7 - 2
- 2020, Sierpień8 - 0
- 2020, Lipiec8 - 6
- 2020, Czerwiec4 - 2
- 2020, Maj2 - 0
- 2020, Marzec2 - 2
- 2019, Listopad2 - 0
- 2019, Październik8 - 10
- 2019, Wrzesień3 - 1
- 2019, Lipiec9 - 5
- 2019, Czerwiec6 - 4
- 2019, Maj12 - 12
- 2019, Kwiecień7 - 3
- 2019, Marzec10 - 1
- 2019, Luty4 - 2
- 2018, Grudzień3 - 2
- 2018, Listopad8 - 7
- 2018, Październik9 - 3
- 2018, Wrzesień13 - 0
- 2018, Sierpień4 - 0
- 2018, Lipiec7 - 3
- 2018, Czerwiec14 - 7
- 2018, Maj17 - 0
- 2018, Kwiecień15 - 7
- 2018, Marzec5 - 12
- 2018, Luty3 - 13
- 2018, Styczeń3 - 11
- 2017, Grudzień1 - 9
- 2017, Listopad12 - 1
- 2017, Październik11 - 9
- 2017, Wrzesień16 - 18
- 2017, Sierpień5 - 1
- 2017, Lipiec7 - 8
- 2017, Czerwiec18 - 13
- 2017, Maj19 - 19
- 2017, Kwiecień14 - 44
- 2017, Marzec13 - 65
- 2017, Luty5 - 26
- 2016, Grudzień4 - 25
- 2016, Listopad9 - 54
- 2016, Październik11 - 47
- 2016, Wrzesień13 - 0
- 2016, Sierpień4 - 0
- 2016, Lipiec8 - 27
- 2016, Czerwiec14 - 18
- 2016, Maj8 - 2
- 2016, Kwiecień11 - 39
- 2016, Marzec7 - 3
- 2016, Luty4 - 12
- 2015, Grudzień14 - 4
- 2015, Listopad6 - 36
- 2015, Październik9 - 51
- 2015, Wrzesień14 - 124
- 2015, Sierpień8 - 66
- 2015, Lipiec15 - 16
- 2015, Czerwiec13 - 2
- 2015, Maj17 - 38
- 2015, Kwiecień17 - 0
- 2015, Marzec10 - 0
- 2015, Luty1 - 0
- 2014, Listopad5 - 0
- 2014, Październik16 - 3
- 2014, Wrzesień13 - 0
- 2014, Sierpień1 - 0
- 2014, Lipiec19 - 0
- 2014, Czerwiec14 - 2
- 2014, Maj16 - 2
- 2014, Kwiecień12 - 0
- 2014, Marzec8 - 0
- 2014, Luty1 - 0
- DST 37.20km
- Teren 17.50km
- Czas 02:41
- VAVG 13.86km/h
- VMAX 34.00km/h
- Temperatura 17.0°C
- Sprzęt Rambler 5.0
- Aktywność Jazda na rowerze
Pętla wokół Daisy, czyli samotna walka z wiatrem, deszczem i błotem
Sobota, 15 kwietnia 2017 · dodano: 15.04.2017 | Komentarze 2
Trasa_Słotwina_Milikowice_Mokrzeszów_Lubiechów_Witoszów Grn. Wzgórze Mrowina_Witoszów Dln.
Ajk von Kichot i walka z wiatrakami
Rano nie wiało..
W sumie ciepło.
Do Milikowic to istna nierówna walka.
Mokrzeszów objeżdżam polem.
Przyjemna lekko pofalowana dróżka.
Na 14 km przy mokrzeszowskim kościele już nie wieje.
Potem prosto w stronę lasu i Góry Radoń, mam wiatr za sobą
Jadę koło leśniczówki w Lubiechowie.
Za Radoniem, gdy widzę tablicę Książański Park Krajobrazowy, robię sobie skrót by nie przejeżdżać dwa razy przez tory.
Podjazd w stronę Mokrzeszowa przez las.(jechałem tą dróżką w dół) SUPER!
Miejscami wymagający.
Po drodze porozrzucane pióra... (nagromadzenie w jednym miejscu).
Przerwa przy ambonie nr 2.
Badam dróżki wokół Daisy.
Zawsze mi się myliły.
Niedługo tu powrócę, by zbadać gruntownie teren.
Deszcz kropi już przed lasem w stronę Czepca.
Mijam zielony szlak pieszy/żółty MTB.
Nie jadę od razu w stronę Witosza.
Jadę kawałek nową dróżką. Wydaje się, że pada mocniej.
Oglądam nowe dróżki.
Wybieram w prawo by jak najszybciej dotrzeć do wiaty turystycznej pod Witoszem.
Tu zaszła zmiana.
Przerzedzili las, teraz widać Wielka Sowę...
Deszczyk ustaje.
Decyduję się, że zjadę przez Pogorzałę, ale przez tzw. Herzfelde II
(czyli szlakiem żółtym MTB/zielonym pieszym).
Ale widzę dróżkę w lewo (oglądałem mapę i po co mam jechać z Pogo asfaltem, jak mogę wyjechać kolo pałacu w Wit. Grn.
i przy okazji poznam nowe dróżki.
Potem odbijam z dróżki w lewo
i w końcu docieram do Szlaku Ułanów (chciałem wyjechać w innym miejscu, nie szkodzi)
Ale mimo to jestem zadowolony z zaliczenia nowego leśnego odcinka.
Zjeżdżam do drogi przy pałacu.
Co dalej?
Chmury dalej ciemne,
Wybieram ambitny wjazd w teren w Witoszowie Grn.
(600 metrów asfaltem w dół i skrę w prawo)
Dotrzeć do czerwonego szlaku (pieszego)
czyli podjazd na wzgórze Mrowina (461 m n.p.m.)
Raz tędy jechałem na Lincolnie, ale z góry...
Podjazd spoko.
Tu u góry już się rozpadało.
Dojeżdżam do miejsca gdzie czerwony szlak pieszy skręca ostro.
Już tutaj byłem w tym roku razem z Tajemniczym Ninja CANYON MATRIX.
W tył zwrot.
Szukanie alternatywnej drogi polnej bliżej Pogórza by wyjechać koło szkoły w Witoszowie Dln.
(znowu mapa w głowie).
Na początku rozmemłane koleiny błotne po pojazdach... koszmar.
Wyjeżdżam z lasu na pole,
Teraz w deszczu zasuwam po koleinach i wyboistych dróżkach.
Dalej witoszowskim boczniakiem.
W mieście już nie pada, ale
Robię przerwę na oglądanie pociągów na dworcu Świdnica Miasto.
Za chwilę nieźle leje.
Czekam kwadrans, już mniej.
No to staruję,
Powrót około 18:45
Taki mamy dzisiaj klimat:. Chełmiec i Trójgarb, pomiędzy nimi z przodu Radoń:
Radoń i Chełmiec:
Polne dróżki wybijają z rytmu. Prędkość mam kosmiczną:
Centralnie w oddali Góra Radoń (422 m n.p.m.) - tam jadę przez mokrzeszowskie koleiny:

Nowy podjazd od razu dodałem do ulubionych. W tle Chełmiec:
Walka o życie tu miała miejsce:
W dole dróżka z Lubiechowa:
Widok na Równinę:
Teraz ku Daisy:
Po drodze Ślężą i Radunia:
Takie dróżki to lubię:
I jeszcze raz Ślężą:
Wiata pod Witoszem. Nie raz już się przydała. Dobre schronienie przed opadami:
Witosz z nowym widokiem na Góry Sowie:
Nowa dróżka na południe od Daisy. Tor przeszkód dla koni:
Kwitnące sady. Tę dróżkę niebawem zbadam:
Podjazd na Mrowinę z widokiem na miasto i Masyw Ślęży. Jeszcze nie pada:
Wjechałem pod Mrowinę. Leje. Czas wracać:
- DST 45.20km
- Teren 9.20km
- Czas 03:02
- VAVG 14.90km/h
- VMAX 37.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Sprzęt Rambler 5.0
- Aktywność Jazda na rowerze
Michałkowa_Wysoka Droga
Piątek, 14 kwietnia 2017 · dodano: 14.04.2017 | Komentarze 0
Trasa_Bystrzyca Dln._Burkatów_Bystrzyca Grn.
_Lubachów_Michałkowa_Boreczna_Lutomia Grn.
_Lutomia Dln_Lutomia Mała_Wieruszów_Opoczka
Dzisiaj jakby ładniej niż wczoraj.
Za wcześniej pochwaliłem...
Wiatr zachodni, więc w stronę Bystrzycy Grn. jedzie się dobrze.
Wjeżdżam w Dolinę Bystrzycy, a tu mocniej wieje
he, he.
Po drodze zmieniam plan jazdy, miało być krócej, ale że pogoda super lecę na ulubioną Michałkową.
Od tamy dosyć zimny wiaterek.
Skręcam na Michałkową.
Wybieram ul. Wiejską, czyli na rozdrożu w lewo.
Tutaj tradycyjnie słońce i cieplej.
Czyli z godnie ze starą maksymą kolasko-góralską:
Im wyżej, tym cieplej.
Docieram do kościoła, widzę jakąś dróżkę w górę.
Próbuję.
Po 300 metrach podjazdu kończy się asfalt i zaczyna hardcore.
Podjazd nie jest może najtrudniejszy, ale droga w liściach i miękka, więc czeka mnie 700 metrowy podmarsz.
Okazuje się, że jest to Wysoka Droga, która za Niemca prowadziła do Lutomi.
Wiatru nie ma, słonecznie, aż się spocę.
Tu się nieźle rozgrzewam.
Znowu przebiega mi drogę stado saren, ale dzisiaj około 100 metrów przede mną.
Kwadrans pod górkę.
Docieram do czerwonego szlaku MTB.
10 minut przerwy, trochę wieje.
Patrzę na Wysoką Drogę, której nie znam.
Spróbuję innym razem.
Wybieram wariant przez Boreczną. i zjazd po kamienistej drodze do Lutomi Grn.
Ja tu kiedyś pod górę zasuwałem Lincolnem...
Najgorsze przede mną.
Tylko 23 km walki z przeciwnym, porywistym wiatrem do samego domu.
Powrót przez Lutomię Małą, Wieruszów, czyli polne dróżki, po których nikt nie jeździ.
Postawili wiatę w Wieruszowie na pętli autobusowej, chwila przerwy i przede wszystkim odpoczynek od
wiatrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrru.
Przed Opoczką w lasku zdziwienie,
Co i tu asfalt kładą?
Na szczęście tylko mostek.
Znowu dwie kurtki się przydały.
Widoki dziś wspaniałe:
Wiosna rozkwita nad jeziorem:
Dzisiaj w lewo:
Będę tam na górze, po prawej stronie:
Z tej strony nigdy nie byłem. Widok na kościół w Michałkowej. A droga nazywa się po piastowsku Hohe Weg:
Wysoka Droga. Tak to wygląda. Bajkowo. Za 15 minut będę na górze:
Michałkowa z góry:
Wybrałem wariant trasy widokowy:
Widok na Ślężę. Tu facet miął wąty, co ja fotografuję:
Po kamienistym zjeździe docieram do Lutomii. Miejsce słynnej bitwy prusko- austriackiej z 1762 r. W dół z Borecznej to chyba pierwszy raz jadę:
Ulubiony widok na drodze Lutomia Mała-Wieruszów:
- DST 23.80km
- Teren 8.10km
- Czas 01:48
- VAVG 13.22km/h
- VMAX 38.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Sprzęt Rambler 5.0
- Aktywność Jazda na rowerze
Pogórze Wałbrzyskie, czyli wiatr, sarny i tęcza
Czwartek, 13 kwietnia 2017 · dodano: 13.04.2017 | Komentarze 2
Trasa_Słotwina_Witoszów Dolny_Las Witoszowski_Witoszów Dln.
Pomimo silnego wiatru wychodzę po 16 na krótki rajd po Pogórzu.
Myślę se, że trochę się z wiatrem pomęczę, a potem wjadę w las.
Czyli
kierunek Witoszów.
czyli
najpierw pod wiatr, a za chwilę mam z wiatrem bo
od Słotwiny Ametystową Drogą zmiana kierunku.
Słońce mnie przez chwilę oślepia, ale za Słotwiną już ładne obłoczki
Potem nad Witoszowem polną drogą i walka z wiatrem.
Byleby do lasu.
Jadę koło szkoły potem w lewo, w stronę Pogórza.
Chmury, przyroda w rozkwicie, ładnie. Wiatru już nie czuję.
Tą polną dróżką już kiedyś jechałem, ale nie dojeżdżałem do lasu.
Niektóre dróżki w tym rejonie znam, ale generalnie słabo, więc jadę na wyczucie (z mapą w głowie) i wybieram dróżki raczej uczęszczane (aczkolwiek mało).
Plan dotrzeć do czerwonego szlaku pieszego z Witoszowa Grn. w stronę Modliszowa.
Jadę najpierw na skraju lasu, bo dróżka fajna.
Potem przełażenie przez strumyk, z 5 minut kombinacji.
Za chwilę jestem na skraju lasu i tu już onegdaj jechałem z góry.
Teraz ogary poszły w las i do góry jazda.
Grzęzawisko, ciężko się jedzie, wzdłuż biegnie strumyk i mokro w koło jak diabli
Liście, wiatrołomy. Chwilami podmarsz, bo się ciężko jedzie z powodu tej mazi pod nogami.
Nachylenie raczej spoko.
Zaczyna się deszczyk.
Chmury akurat, tam dokąd chciałem jechać.
Już docieram do czerwonego szlaku.
Teraz niezłe nachylenie. Podmarsz z 200 metrów.
Osiągam Wzgórze oznaczone na mapie 423 m n.p.p.m.
Tutaj zmiana planów. Nie jadę w stronę drogi na Modliszów, odbijam w lewo (w dróżkę, którą miałem jechać na początku z dołu, ale wybrałem inną).
Najpierw spoko, potem błoto, liście i grzęzawisko.
W pewnym momencie zatrzymuję się przed kolejnym zjazdem.
30 metrów przede mną stado saren, potężne byki przeskakują przez drogę z prawej na lewą. Siła potężna...
Dalej przydatna technika speedwayowa, po tym listowiu i rozrytej ziemi....
Znowu zawalidrogi.
Deszczyk już ustał.
Przejeżdżam koło byłego schronu poradzieckiego (nie byłem tu jeszcze).
Ale 100 metrów niżej już tak.
Tu kiedyś była radziecka baza, teraz jest Osiedle Krokus.
Jeszcze z kilometr i dojeżdżam do asfaltu koło stawów za Witoszowem.
Mam teraz widok na przesuwające się w oddali deszczowe chmury i podwójną tęczę.
Teraz z wiatrem i do domu.
Pętla przez góry w Witoszowie tylko 5.5 km, ale wrażenia jak po dalekich wojażach.
Krótko, blisko domu, nowe dróżki zaliczone.
Dwie kurtki dały dziś radę !
Droga Słotwina-Witoszów Dln. Widok na Sowy:
Malownicze Pogórze Wałbrzyskie. Niskie górki, ale miejscami hardcorowe:
To nie jest kałuża. To strumyk. Z prawej strony przyjechałem. Kombinuję jak się przez niego przedrzeć:
Jedna z dzisiejszych zawalidróg. Przepełzanie pod konarami. Choć tutaj rower rzuciłem pod kłodę, a sam przelazłem po tej łysej na drugą stronę.Technikę przeciągania roweru pod kłodą mam już opanowaną:
Pozostałości po CCCP:
W nagrodę tęcza:
- DST 28.30km
- Teren 4.00km
- Temperatura 13.0°C
- Sprzęt Lincoln
- Aktywność Jazda na rowerze
Podmiejski Lincolning_2
Środa, 12 kwietnia 2017 · dodano: 12.04.2017 | Komentarze 0
Trasa_Bystrzyca Dolna
Dzisiaj znowu dwie rundy:
- przedpołudniowa po mieście (7,7 km)
- popołudniowa runda do Bystrzycy Dolnej (20,6 km)
Z braku czasu na dalsze przejażdżki, trzeba się cieszyć z tego co jest.
Rano deszczowo, ale jakoś nie padało, gdy wyszedłem.
Po południu nawet słońce się pojawiło. Wiaterek od południa dosyć silny.
W Kraszowicach skręcam na ulicę Torową.
Wyjadę w Bystrzycy Dln.
Tutaj najbardziej wieje, ale jak zmienią kierunek w stronę miasta, to mnie nieźle popchnie.
We wsi cywilizacja wkroczyła - asfaltują boczne dróżki...
Powrót przez Zalew.
Póki wiosna w rozkwicie, trza z niej korzystać.
Powrót o 19:00
Najlepsza pora do jeżdżenia:
Miejscowa flora:
Mój skrót do Bystrzycy, Nikogo nie ma i widok na Wielką Sowę:
- DST 25.00km
- Teren 2.50km
- Temperatura 23.0°C
- Sprzęt Lincoln
- Aktywność Jazda na rowerze
Podmiejski Lincolning
Poniedziałek, 10 kwietnia 2017 · dodano: 10.04.2017 | Komentarze 3
Trasa_podmiejska
Dzisiaj dwie rundy na Lincolnie:
- poranna 14 km, na południe miasta
- popołudniowa 11 km, na północ w stronę Niegoszowa.
Przejażdżki spontaniczne przy okazji, bo trza wykorzystać piękną, wiosenną pogodę.
Zahaczam o tereny podmiejskie.
Rano już bardzo ciepło, jak w lecie.
Można śmigać bez wierzchniego odzienia.
Bażant chodzi przy rzece. Ucieka przede mną w krzaki. Potem on się czai i ja się czaję.
Wracając po 18 do domu widzę jak zmienia się front atmosferyczny po upalnym dniu.
Wczoraj tam byłem:
Tradycyjny motyw na drodze z Niegoszowa:
Nadeszła chmura, ale dalej bardzo przyjemnie:
- DST 51.50km
- Teren 19.00km
- Czas 03:49
- VAVG 13.49km/h
- VMAX 40.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Rambler 5.0
- Aktywność Jazda na rowerze
Radunia
Niedziela, 9 kwietnia 2017 · dodano: 10.04.2017 | Komentarze 8
Trasa_Pszenno_Zebrzydów_Mysłaków_Tąpadła_Przełęcz Tąpadła_Radunia_Jedrzejowice_Kiełczyn_Książnica_Krzczonów_Miłochów_Jagodnik
Na prawdę ciepło.
Słońce i chmury.
Cel: Radunia
ale nie prosto po asfaltach, tylko na około przez pola i błota.
Pierwsza niemiła niespodzianka:
to polna droga Pszenno-Zebrzydów, żużelek wysypany od początku
tu zaszła zmiana...
wycięte drzewa i krzewy, a tak było urokliwie. Teraz pustka. Coś zostawili jednak...
Za Zebrzydowem wybieram drogę błotną w stronę lasu (po raz pierwszy jadę).
Warto było. Teren pofałdowany, podjazd, zjazd, podjazd, zjazd, podjazd, zjazd (Wzgórze 236 m n.p.m.).
Przed Mysłakowem druga niespodzianka:
zaasfaltowali dróżkę na skróty w stronę Kątek.
Przynajmniej pamiętam jak było onegdaj.
Za Mysłakowem to samo, asfalt rzucony na byłe polne dróżki.
Badam skrót w stronę Tąpadeł. Do lasu asfalt, ale dalej skromny podjazd przez las.
Wzgórze nazywa się Dwa Garby 252 m n.p.m.
Wyjeżdżam przed Tąpadłami (jak to się qrna odmienia?).
Docieram do głównej drogi na Przełęcz prawie na końcu wsi.
Przełęcz Tąpadła 384 m n.p.m. Przerwa nalancz.
Tłumy rowerzystów, turystów, pikników i aut
W stronę Raduni wybierają się na szczęście tylko nieliczni.
Wybieram rundę dookoła Raduni zgodnie z ruchem wskazówek słonecznego zegara.
Tutaj ściga mnie dwóch rowerzystów, ale odbijam w lewo.
Widok na Ślężę rewelacyjny (na Wroclove też).
Po 4 km osiągam szczyt.
Radunia 573 m n.p.m.
Chwila przerwy.
Jadę jeszcze 200 metrów tam gdzie kończy się szczyt i zaczyna strome zejście.
Tutaj urokliwa polanka z widokiem w kierunku południowym.
Teraz nazad i zamykam pętlę wokół Raduni.
Skracam sobie trochę drogi przez niebieski szlak.
Potem szlakiem żółtym, tutaj pozdrawia mnie dwóch rowerzystów z przeciwka.
Dalej nie będzie już nikogo.
Tylko te dwa szczekacze (jak zwykle przy domku w lesie).
W pewnej chwili gubię żółty szlak pieszy, bo fajnie się jedzie szeroką dróżką.
Dużo dróżek po drodze odbija gdzieś w las, więc tyle jeszcze do zbadania.
Jak się okazuje jadę u podnóża
Świerkowej 378 m n.p.m.
Koniec dróżek w lesie - zaorane pola.
Wybieram jednak pole po 200 metrach ścieżka się pojawia.
Przede mną lasek.
W lasku ponownie łączę się ze szlakiem żółtym i jestem już praktycznie w domu.
Dzięki temu, że się zgubiłem, zaliczam nowe dróżki.
Przełęcz Jędrzejowicka 277 m n.p.m.
Widok na Szczytną poprzez pole golfowe.
Od Jędrzejowic trzeba dodać trochę przyjemności do dzisiejszej jazdy (bo najcięższe już za mną), wiaterek ochładza, można próć szybko (8 km w 16 minut).
Skrót Krzczonów-Miłochów,
Myję rower w Jagodniku z grubszego błota (przy źródełku).
Wczesna wiosna więc przyroda rozkwita, drzewa owocowe pachną, same przyjemności wzrokowo-węchowe.
Fotorelacja z rajdu
Dzisiejszy cel, pal!:
Jeszcze się ostało trochę drzew. Ale kto wie, co przyniesie jutro drwal:
Tym razem po wzgórzach i polach, nie najkrótszą drogą do Mysłakowa:
Bardzo przyjemna i malownicza ta droga. Widać ukształtowanie terenu. Tam hen, gdzie te drzewa, stamtąd jadę:
Tu zaszła wiekopomna zmiana. A była polna dróżka jeszcze niedawno:
Cel coraz bliżej. Badanie nowej dróżki. Za tym laskiem wieś Tąpadła. Asfalcik tylko do lasku:
Widokówka ze zboczy Raduni na Śląski Olimp:
Już tylko parę metrów do szczytu:
Warto się tu wdrapać na wiosnę, bo Ślężę widać:
Tutaj jeszcze nie byłem. Druga część szczytu Raduni, Widok na południe:
Zagubiony w lesie. W końcu widok na żółty szlak, który zgubiłem. Za to nowe odkrycia:
Stamtąd jadę, znaczy się z lasu. Za drzewem w prawo było tylko pole, na którym już pszen-żyto pomału wyrasta, a dróżka zaczyna się tu za drzewem. Kto nie ryzukuje, ten nie ma obiadu:
- DST 41.00km
- Teren 9.70km
- Czas 02:39
- VAVG 15.47km/h
- VMAX 34.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Sprzęt Rambler 5.0
- Aktywność Jazda na rowerze
Po Wadze, czyli hardcorowy skrót do Michałkowej
Sobota, 8 kwietnia 2017 · dodano: 08.04.2017 | Komentarze 2
Trasa_Opoczka_Bojanice_Michałkowa_Lubachów_Bystrzyca Grn._Burkatów_Bystrzyca Dln.
Pochmurny dzień po wczorajszych i przedwczorajszych deszczach.
Wiaterek raczej nie przeszkadza.
W mieście czarny kot przebiega drogę.
Czy jestem przesądny - nie wiem.
Plan Góry Sowie, czyli Bystrzycki Las od Bojanic do Kanciarskiego Buka, skrót do Michałkowej i ubłocić się.
Omijam dzisiejsze rajdy samochodziarzy, choć po drodze widzę dwóch ryczących rajdowców.
Omijam moje skróty leśno-polne, by nie tracić zawczasu energii.
Podjazd leśną autostradą 3,7 km, od leśniczówki w Bojanicach, spoko.
Podjazd znam, droga w lesie nowa, więc błota na razie ze świecą szukać.
Temperatura odczuwalna ze 30.
Potem krótki zjazd do Kanciarskiego Buka.
5 minut przerwy.
Tutaj zaczyna się błoto...
Teraz czerwony MTB w stronę Michałkowej, mokre dróżki,
Od 17.7 km zacznie się najlepsze! (To najwyższe miejsce 500 m n.p.p.m)
Teraz na Michałkową!
Ale zamiast tradycyjnej drogi przez Złote Wzgórze (zmiana planów), badam dróżkę prosto (nigdy nie jechałem).
Myślę se: najwyżej się wrócę (zasada Nr 2 nie zawracam nigdy).
Teraz pierwszy odcinek błotnisty.
Potem nawet dróżka spoko, przyjemny zjazd, mijam tajemniczy krzyż na zakręcie.
Drugi odcinek błotnisty.
Najgorsze to te koleiny po ciężkich samochodach.
Las, błoto, las błoto.
Jadę techniką speedwayową...
Aż tu niespodzianka:
super widok na Michałkową.
Tuż przede mną duże błotniste rozwidlenie dróg.
Patrze na dróżkę w prawo, wiedzie po trawie w dół.
Więc wybieram tą, która wiedzie pod górę i po błocie...
Nawet da się jechać między koleinami.
Potem widzę dróżkę liściastą w lewo (przed podjazd3m na Wagę (495 m n.p.m.).
Jadę 300 metrów, ale dalej droga zanika.
Wracam do moich bot i kontynuuję podmarsz/podjazd.
Będzie z górki, ale coś przedni hamulec zaszwankował, nie wiem o co chodzi...
Potem jedna dróżka w lewo, druga w prawo, wybieram drugą.
Potem znowu dwie alternatywy, jedna ostro w dół druga prosto (jadę nią ze 200 metrów, tutaj schluss).
Wracam.
No to teraz się zacznie HARDCORE!
Rower pod pachę i marsz!
Po chwili to właściwie dróżki brak, tylko rzeczka tak płynie, że zostawia miejsca na przedzieranie się po tych zaroślach, błotach
mokradłach, wiatrołomach.
Nie wiem gdzie wyjdę...
To było tylko 800 metrów, ale ostro w dół...
Wieczność (te 18 minut).
W końcu widzę płoty i zabudowania.
Jest ścieżka w lewo.
Z góry widzę ten ceglasty pierwszy budynek w Michałkowej.
Przede mną zawalidroga drzewna.
Jakoś przełażę...
I wyjeżdżam tuż przed tym różowym domem w Michałkowej.
Po drodze w lesie nie było nikogo. Choć w pewnym momencie słyszałem odgłosy jakiegoś samochodu.
10 km w terenie w tym 5 km prawdziwego hadrcoru.
Postój tuż przed jeziorem.
Przerwa bananowo-herbatkowa.
Patykiem wydłubuję błoto z butów.
Rower nawet czysty, bo z góry jak przełaziłem to błoto się strzęchło.
Naprawiam hamulec, końcówka linki się zablokowała.
Innych wariantów na dziś już nie będzie.
Teraz prosto do domu przez tamę.
Trochę wieję, za chwilę się ponownie rozgrzewam.
Z cyklu Dzień Żwira.
Powrót 18:27, temperatura 11.
Pogoda tylko dla Orłów:
Klekle zlaoty:
Autostrada leśna:
Kanciarski Buk:
Zawsze jechałem za balami w lewo do Michałkowej (mój skrót). Tym razem prosto. Fotoradar z prawej:
Tajemniczy krzyż:
Na to czekałem:
O, ja pierdziu, Widok na Dział Michałkowski:
Po lewej nad lasem widać kawałek wieży kościoła Św. Anny w Michałkowej:
Dzisiejszy hardcore, polecam!:
Tak to wygląda. Slalom między drzewami i wypatrywanie jakieś możliwej ścieżki. Po kamieniach, po śliskim, korzeniach i chaszczach. Im dalej w doł, tym gorzej:
Tamtędy próbowałem i to był błąd. Jestem na lepszej drodze:
W dole początek Michałkowej, tuż za jeziorem:
Prawie koniec męczarni. Przez to przelazłem:
Dobra mapa. Nawet te hardcorowe ścieżki w terorii na niej są:
- DST 45.00km
- Teren 21.60km
- Czas 03:40
- VAVG 12.27km/h
- VMAX 37.00km/h
- Temperatura 23.0°C
- Sprzęt Rambler 5.0
- Aktywność Jazda na rowerze
Velo_duet na Pogórzu Wałbrzyskim_poprawiny
Niedziela, 2 kwietnia 2017 · dodano: 02.04.2017 | Komentarze 4
Trasa_Witoszów Dln._Witoszów Grn._Jeziorko Daisy_Lubiechów_Toyota Industrial_Pogorzała_Witoszowy
Burze?
Tylko przed 7 rano.
Rower?
Tylko w velo_duecie.
Spotkanie tam gdzie wczoraj.
Dzisiaj poprawiny w drugą stronę.
Rozgrzewka na podjeździe pod Sowinę (400 m n.p.m.)
Zahaczamy o mały kamieniołom w W. G.
Trzymany się czerwonego szlaku pieszego.
Pierwsza zmiana planów:
porozrzucane (za przeproszeniem) goowna na drodze za lasem w stronę Mokrzeszowa.
No to jedziemy przez Jeziorko Zielone.
Trochę narodu tu chodzi...
Więc tylko 5 minut przerwy.
Wspominamy Księżną, która to baraszkowała ze służbą w domku myśliwskim.
Wybieramy zielony szlak pieszy przez Czepiec (415 m n.p.m.).
Lubiechów.
Przekraczamy tory.
Do pętli ósemki.
W prawo przed stadniną.
Przekraczamy tory.
Przy drodze od leśniczówki Lubiechów wzdłuż torów w stronę Świebodzic.
Dzisiejsze odkrycie skrótu na górę Paluch (395 m n.p.m. byłem na nim rok temu).
Nagle wyłania się stromizna na górę. To leziemy.
Stromo, więc podmarsz.
Jazda po Paluchu nad przepaściami po liściach nawet spoko. Zjeżdżamy by znaleźć się ponownie koło leśniczówki.
Warto tam wjechać bo widać różnice poziomów.
Przekraczamy tory.
Teraz dróżka nad Lubiechowem (obok stadniny prosto). To na mapie nazywa się Lisie Kąty.
Wspominamy Księżną, która powozem/automobilem zasuwała nad jeziorko
by baraszkować ze służbą.
Zjazd na Lubiechów.
Przekraczamy tory.
W stronę lasu (szlak żółto-niebieski/ czerwony MTB).
Tutaj przerwa.
Wspominamy D E I S Y
Dla odmiany wybieramy nieznane...
Zasuwamy dróżką prosto. Najlepszy dziś odcinek.
Jak zwykle rzucam:
- Jaka fajna dróżka!
Czyli wiadomo jak się skończy... (tak jak wczoraj).
Zablokowanie koła tylnego w Canyonie przez potężny patyk!
Mistrz sztukmistrz sztuczek rowerowych tow. TżM - to ci umi zrobić!
Przed nami koniec drogi i leśny polder zalewowy na Lubiechowskiej Wodzie.
Nie ma odwrotu, kto zwiewa, w tego NKWD strzela.
Schodzę na dół by zbadać teren.
Przez środek rzeczka.
Przechodzimy.
Po drugiej stronie ścinka drzew, ale zarysowuje się fajna dróżka.
Ostry podjazd i krótki zjazd do ubitej drogi żwirowej.
Ale tu jeszcze nie byłem.
Za chwilę się kończy.
Są dwa warianty:
1. prosto - trawiasta droga przez łąki pod górę.
2. leśna w bok po mokradłach, która zaraz zniknie...
Wybieramy wariant drugi, który i tak na około doprowadzi nas do wariantu pierwszego.
Teren trawiasty, zryty.
Podmarsz przez łąki łan.
Docieramy do dróżki.
Podjazd.
Wzgórze na mapie oznaczone jest tylko 449.
Przyjemny wiaterek.
Dalej Toyota Industrial.
I na koniec jeszcze powrót w teren na fragment wałbrzyskiego czerwonego szlaku MTB (Trasa wokół Wałbrzycha) w stronę Witosza, ale kończymy nad Pogorzałą (to słynne moje ulubione miejsce z ładnymi krajobrazami).
Pogoda trochę chłodniejsza pod wieczór niż wczoraj.
Rowery ubrudzone - rajd udany.
Z Pogorzały do ronda przed zalewem tylko/aż 20 minut jechałem.
Przyjazd: 19:41.
Jedna porcja herbaty nie wypita (okazało się przy opróżnianiu plecaka).
Do trzech nie umiem zliczyć, he, he.
Sowina, na rozgrzewkę:
Krótka przerwa i do boju rowerowa husario:
Podmarsz na Palucha:
O, rzeczywiście paluch! Widok w stronę Jeziorka Daisy, Czepca i Witosza::
Paluch. Tam byliśmy. Jedziemy drogą nad Lubiechowem:
D E I S Y. Brawo dla projektujących:
Koniec dróg. Przed nami leśny polder. Nie ma odwrotu. Na przód marsz!:
Grzązko, ostre kikuty po roślinności. Rzeczka spoko, da się przejść:
Autostrada leśna w nagrodę po trudach i grudach. Najgorsze przed nami:
Za łatwa droga, Trzeba poszukać czegoś gorszego.
Jest. Na początku "lajcik"dla zmyły oczywiście. Dalej bobrowe grzęzawiska:
Wzgórze 449. Jeszcze parę metrów do polnej dróżki:
Wałbrzych - miasto w którym...:
Ostatni odcinek w terenie. Na prawdę warto:
I widok z drugiej strony:
- DST 53.50km
- Teren 16.20km
- Czas 04:18
- VAVG 12.44km/h
- VMAX 38.00km/h
- Temperatura 21.0°C
- Sprzęt Rambler 5.0
- Aktywność Jazda na rowerze
Velo_duet na Pogórzu Wałbrzyskim
Sobota, 1 kwietnia 2017 · dodano: 01.04.2017 | Komentarze 2
Trasa_Witoszów Dln._Witoszów Grn._Modliszów_Bystrzyca Grn. _Lubachów_Zagórze Sl._Dziećmorowice_Poniatów_Pogorzała_Witoszowy
Sobotni velo_duet kolo domu
czyli
jazda po zaskrońcach, błotach, kałużach, zrytych drogach z kamieniami przykrytymi zeszłorocznym listowiem, chaszczach i kolcach wbijających się w stopy,
strumykach i boksujących kołach, kamieniach,
tysiącach gałęzi i konarach,
zaoranym polem, koleinach od traktorów,
z chłodzącym wiatrem
o herbatkach w termosach nie wspomnę.
Trzeba spocić się jak bóbr!
Wybierasz lightcore, czy hardcore?
- Oczywiście, że hardcore.
Koło pałacu w Górnym Witoszowie.
Jedziemy sobie pd górkę, na razie tradycyjnie - łatwo, jak to na początku.
Tow. TżM w krótkich gaciach w kolorze pistacjowym.
W sam raz na ostępy leśne.
Niech się podrapie po nóżkach.
Potem słyszę:
- Prosto? bo tam łatwa droga (he,he,he...)
Odpowiadam
- Nie, w lewo,
Pierwszy strumyk,
Ostro w lewo i pod górę.
Pierwszy podjazd w terenie czyli tzw. rozgrzewka.
Koła boksują, błoto wybija z rytmu i z rymu.
Potem będzie gorzej.
Zostawiamy szlak czerwony, wybieramy "lżejszą dróżkę".
Tutaj miękko, mokro, listowie, grudy, grzęzawisko.
Ma być ciężko to jest.
Dobrze, że wczesna wiosna, bo widać ukształtowanie terenu.
Mały potoczek w dolinie. Po obu stronach dosyć ostro nachylone zbocza.
I tak trzeba będzie się w końcu wspiąć.
"Ścieżka" (która raczej jej nie przypomina) kończy się.
Teraz podmarsz po zaroślach i wbijających się kolcach.
Docieramy do czegoś co przypomina dróżkę.
Też pełno liści, grud i grzęzawiska.
Trochę pod górę, da się jechać.
Widać światełko w tunelu, zielona dróżka pod górkę z amboną dla myśliwego księdza.
Tow. TżM ratuje życie zaskrońcowi tj. nie przejeżdża go swym (zachodnio czy wschodnio?) niemieckim rumakiem
Docieramy do szczytu.
Przed nami perspektywa...
Gdzie nie spojrzysz zaorane pole.
Są ślady traktorów.
Nie jedź po polu, oszczędzaj energię! - mówię.
Kierunek wschód. Tam musi być jakaś droga (musi bo znam tamtą drogę).
Jest!
I już jesteśmy w domu.
Teraz Wyżyna Modliszowska, przyjemny wiaterek i widoki na Góry Sowie, Suche, Wałbrzyskie.
Teraz na kolejne górsko-leśne harce.
Odpoczywamy bo mamy praktycznie 5 km w dół.
Teren znam.
Więc przyjemna szybka jazda i znowu wpadamy na czerwony szlak.
Jedyne co to mniej drzew...
Na rozstaju dróg przed Widną Górą dylemat:
w lewo, czy prawo.
Znam tylko ten najgorszy wariant (tarabaniłem się pod górę z Lincolnem).
Szybka piłka, no to w lewo.
- O jaka fajna dróżka.
Po stu metrach zacznie się najlepsze.
Zjazd do Bystrzycy Górnej.
Chcieliśmy, to mamy.
Pełno listowia, pod nim morze kamieni + grudy ziemi i gałęzie...
Nachylenie miejscami spore.
Jest alternatywna dróżka obok, ale w takim samym stanie.
Docieramy do cywilizacyji.
Za to widok na Ślężę przedni.
I już jesteśmy w domu.
Wybija 16:30: - Przerwa obiadowa na ławeczkach w B. G.
Dziwne przejeżdżają obok nas dziesiątki rowerzystów...
A na naszej górskiej trasie nie było i jak się potem okaże nie będzie nikogo.
Tylko trudny teren i my.
Do Zagórza bez historii.
Potem tama, i objazd czerwonym MTB po torach kolejowych w stronę Zagórza.
Jak zwykle najgorsze przed nami.
Niebieski szlak wzdłuż Mydlanej Wody, do podnóża Klasztorzyska (słynny klasztor z orgiami).
Przekraczanie rzeczki sprintem.
W ta stronę lepiej to się robi (moje listopadowe zamoczenie lewej stopy w tym strumyku).
Potem betonowy mostek z dziurą, ale przed nim dwie kłody.
Teraz się zacznie.
Najciekawszy odcinek, który pozwala się rozgrzać.
Na drodze wszystko, co można sobie wyobrazić.
Szlak niebieski wiedzie prosto ostro pod górę (tarabaniłem się tam z rowerem onegdaj).
Więc serdecznie POLECAM!
My do drogi Zagórze-Dziećmorowice.
I już jesteśmy w domu.
W nagrodę świeże asfalty.
Zjazd do Dziećmorowic przy zachodzącym powoli słońcu (o, jedziemy na zachód).
Dalej nowy asfalt na byłej polnej dróżce do Nowego Julianowa.
I już jesteśmy w domu.
Nad Poniatowem.
Słońce, Chełmiec i hipsterzy.
Orzeźwiający zjazd do domu.
Jeszcze widno.
Ale w mieście włączam lampę.
W nagrodę pociąg.
Koniec wycieczki 19:58
Rozgrzewka, czyli pierwsze bobry na dzień dobry:
Jak się ciężko po tym jedzie:
Pojawia się światełko w tunelu po chaszczorach:
Tak. Przez to brnęliśmy. Lepsze takie pole niż minowe:
Przyjemne widoki po pierwszej szarży rowerów górskich:
Pustki na szlakach. Gdzie są Ci odważni?:
O, jaka fajna dróżka. Nie chwal bobra przed zachodem:
Pierwszy raz jestem w tym miejscu, Choć to co w dole znam:
Przekraczanie Mydlanej Wody. Dzisiaj na sucho:
Stamtąd jedziemy:
Przyjemne zwieńczenie dnia:
- DST 68.60km
- Teren 35.80km
- Czas 04:53
- VAVG 14.05km/h
- VMAX 36.00km/h
- Temperatura 21.0°C
- Sprzęt Rambler 5.0
- Aktywność Jazda na rowerze
Wzgórza Imbramowickie
Piątek, 31 marca 2017 · dodano: 31.03.2017 | Komentarze 0
Trasa_Niegoszów_Wilków_Gruszów_Stefanowice_Gola_Maniów Mały_Maniów_Proszkowice_Milin_Stróża_Wawrzeńczyce_Ujów_Buków_Pyszczyńska Góra
_Marcinowiczki_Kruków_Krukowa Góra_Mrowiny_Kalno_Panków_Wierzbna_Bagieniec_Zawiszów
Dzisiaj rajd po Wzgórzach Imbramowickich + polne drogi Równiny Świdnickiej,
razem 35.8 km w terenie.
Wiaterek południowo-zachodni.
Więc mam go w plecy aż do Stróży, do 30 km.
Zasuwam najpierw z wiatrem.
W Niegoszowie walczą z wielkim drzewem, znaczy się ścinają.
I odcinek w terenie: Stefanowice-Gola Św. (4.5 km).
Azbesty i inne śmieci tuz na początku na górce za Stefanowicami.
II odcinek w terenie: Gola Św.-Maniów Mały (6 km).
Te olerne kundle.
Na polu przez pół kilometra lecą za mną...
12:42 - Pole za Golą, Przerwa czekoladowa
Tak mnie te kundle wkurzyły, że muszę zjeść czekolady...
Śmieci jak zwykle bliżej Maniowa....
Trochę wyciętych przydrożnych drzew.
Tutaj odbijam w prawo w stronę Proszkowic.
Jadę tędy po raz pierwszy.
Aż do Bukowa to będzie nowy odcinek dla mnie.
Przed Milinem lasek i mijam Bystrzycę..
Okazują się tu być
Wody Krainy pstrąga i lipienia.
Za chwilę łapię na zdjęciu śmigłowiec.
III odcinek w terenie: Milin-Stróża (3.3 km).
Prosto przez pole, mało drzew,
Widać w oddali autostradę pod Kątami,a z lewej strony pociągi na linii kolejowej 274.
Tutaj zmieniam kierunek jazdy.
Mijam tory wjeżdżam do Stróży.
Dojeżdżam do mostku i słyszę za plecami:
- Kręć, kręć, bo ja już Ciebie dochodzę...
Jakiś miejscowy na rowerze...
14:02 - Wawrzeńczyce, Przerwa bananowa
Potem zasuwam na Ujów.
IV odcinek w terenie Ujów-Buków (3.1 km).
Tutaj dużo wyciętych drzew tuż za wsią przed Strzegomką.
Najgorsze dziś błoto. Las, pola, potem podjazd przed Bukowem.
V odcinek w terenie Buków-Pyszczyn (5.8 km)
Najtrudniejszy dzisiaj odcinek.
Zdycha bateria w telefonie i jeszcze wyduszę z niego ze trzy zdjęcia przed celem dzisiejszej wyprawy.
Brak wiatru i podjazd, słońce przygrzewa, akurat zbliża się godzina 15. Droga typu wertepy.
U podnóża Góry zmieniam kierunek i od razu pojawia się ku memu zdziwieniu przyjemnie chłodzący wiaterek.
Atakuję wzgórze od północy.
Jadę skrajem lasu, mijam jedną dróżkę na szczyt wzgórza, potem drugą, jadę jeszcze kilka set metrów. dojeżdżam do zaoranego pola. Wracam i skręcam w tę drugą ścieżkę.
Tutaj czeka mnie podjazd o długości 500 metrów, w pewnym momencie robi się tak stromo, że czeka mnie około 150 metrowy podmarsz.
Wyglebiam się na samym końcu podjazdu, podpieram się lewą ręką.
Dojeżdżam do znanej mi polanki, z której roztacza się świetny widok na Góry Sowie...
Widzę jeszcze inną ścieżkę, jadę około 200 metrów, prowadzi w stronę Imbramowic, kiedyś ją zbadam.
Wracam pod górkę i zasuwam na szczyt Pyszczyńskiej Góry 273 m n.p.m.
Potem zjazd do Pyszczyna, na skraju lasu stoi miejscowy, ale żadnych komentarzy, może pierwszy raz widzi tu Kolarza z brodą.
VI i VII odcinek w terenie: Marcinowiczki-Kruków (2.0 km)
Kruków-Mrowiny (2.2.km)
16:02 - Krukowa Góra (240 m n.p.m.) Przerwa bułeczkowa
w cieniu alei drzew prowadzących onegdaj do wieży widokowej Wieżą widokowa na Raabenberg z widokiem na Ślężę, Góry Sowie i Pyszczyńską Górę.
VII/VIII odcinek w terenie: Mrowiny-Kalno (1 km) / Kalno-Panków (3.2 km)
IX/X odcinek w terenie: Wierzbna-Bagieniec (1 km) / Bagieniec-Świdnica (3.7 km)
Tu już jestem na starych śmieciach, jadę sobie spokojnie, bo pod wiatr.
1,5 l herbaty na dziś wystarcza.
Tutaj wyłoni się dzikie wysypisko śmieci. Koło Stefanowic:
Jazda obowiązkowa:
Kundle wredne:

Tu te pstrągi i lipienie żyją:

Za Ujowem. Nieźle karczowali + okropne błoto po pojazdach:
Pyszczyńska Góra. Target na dziś:
Pyszczyńska Góra. Dojadę do skraju lasu z prawej, tam gdzie zaczyna się pole:
Po lewej Pyszczyńska Góra. Tam gdzie drzewa skręcę w lewo: